Sitcomy – czyli 20 minut śmiechu.

Dzisiaj chciałam się z wami podzielić czymś innym niż kolejny rozdział książki i dać zapowiedź tego co jeszcze będzie można na blogu znaleźć.
Jako, że jestem małą serialową maniaczką, a sitcomy uważam za coś cudownego postanowiłam wam opisać, niektóre z tych przeze mnie oglądanych. Uprzedzam, że nie będę wspominać o sitcomach z lat 90tych, które większość ludzi w moim wieku wprost uwielbiała, czyli Friends, Pomoc Domowa, czy Pełna Chata.

Na początek How I Met Your Mother, w skrócie HIMYM, czyli Jak Poznałem Waszą Matkę. Serial, który chyba większość ludzi kojarzy, chociaż w Polsce nigdy nie było go w ogólnodostępnej telewizji. Jedynie Comedy Central pokusiło się o emisję tego klasyka. Piszę klasyk bo taki jest. Przez dziewięć sezonów zdobył popularność i bardzo dużą rzesze fanów, a niektóre z tekstów Barneya weszło na stałe do języka potocznego. Można nawet kupić PlayBook Barneya w sklepach i to w

języku polskim. Dla mnie ten serial, o paczce znajomych, która się wspiera jak tylko potrafi najlepiej, przy tym się dobrze bawiąc był swego rodzaju zastępcą Przyjaciół. Historia toczy się w Nowym Jorku, bohaterowie mają swój ulubiony bar i stolik. Może porównanie do „Friendsów” ktoś uzna za nieudane, ale dla mnie właśnie tak jest i w obu serialach można znaleźć dużo analogii. Historia Teda, który opowiada jak poznał matkę swoich dzieci, z różnymi dziwnymi przystankami w postaci kolejnych partnerek, czy po prostu dziwnymi wydarzeniami, miała swoje wzloty i upadki. W związku z tzw. inside jokes polecam zacząć oglądać serial od początku. Szukanie swoich sobowtórów, czy różnego rodzaju zakłady ciągną się przez całe sezony. Chociaż ostatni sezon i zakończenie mnie trochę zawiodło to nie żałuję przebrnięcia przez te 9 sezonów i poznania tej zawiłej historii. Kto wie, może alternatywne zakończenie, które twórcy przygotowali dla wydania serialu na DVD bardziej mnie usatysfakcjonuje.

Kolejny serial, którym jestem wprost zachwycona to 2 Broke Girls, czyli Dwie Spłukane Dziewczyny. Jest to historia dwóch przyjaciółek próbujących odnieść sukces w branży gastronomicznej, a dokładnie piekąc babeczki. Jedna z dziewczyn jest oczywiście blondynką, ale dość inteligentną (bez skojarzeń), która po oszustwie finansowym swojego ojca z bogatej dziewczyny staje się bezdomna, bez środków do życia i przyjacielem w postaci konia. W trudnej sytuacji pomaga jej Max, która proponuje Caroline wspólne mieszkanie (również dla konia). Tak zaczynają się ich liczne przygody. Serial jest pełny humoru, przede wszystkim sytuacyjnego. Jest nawet polski akcent w postaci Sophie, która ma firmę sprzątająca, jest sąsiadką dziewczyn i często odwiedza je w pracy, w restauracji. Praktycznie w każdym odcinku można znaleźć jakąś dygresje na temat Polski, niestety niekoniecznie prawdziwą. Serial jest bardzo zróżnicowany jeżeli chodzi o bohaterów, każdy wnosi coś od siebie, zapewne z tego względu, że są różnych narodowości.

Mamy Hana, właściciela knajpy, w której pracuje Max i Caroline; Olega, kucharza i przez jakiś czas partnera Sophie; Earla, pana, który pracuje na kasie w knajpie, ale nie jest zwykłym starszym panem. Początkowe zmagania Caroline z tym jak żyć bez pieniędzy lub Max, która w dobie smarphone’ów nie posiada takiego, są zabawne, śmieszne i naprawdę odrywają na chwilę od naszej szarej rzeczywistości i pokazują jak w złej sytuacji, można wyciągnąć coś pozytywnego. Zdecydowanie polecam ten serial każdemu, kto jest spragniony dobrej rozrywki. W tej chwili emitowany jest 3 sezon serialu. W Polsce można go oglądać, również na kanale Comedy Central.

Kolejnym serialem jest Awkward, produkcji MTV. Początkowo sceptycznie podchodziłam do seriali produkowanych przez stację muzyczną, ale ku mojemu zdziwieniu są dobrze zrobione i dobrze się je ogląda. Historia Jenny, która już od początku serialu jest wystawiona na próbę jest chwilami śmieszna, a chwilami nawet dość smutna. Nie jest to może typowy sitcom, ale ja go do takiego zaliczam.

Całość dzieje się w liceum, więc mamy do czynienia z historiami miłosnymi, zmaganiami się z różnego rodzaju potrzebami, okresami buntu, przedstawione jednak w sposób specyficzny. Dla mnie serial nie byłby ten sam gdyby nie postać Sadie, która jest „szkolną suką”. Mówi to co myśli, bez owijania w bawełne, nawet jeżeli wiąże się to z obrażeniem drugiej osoby. Każdą swoją wypowiedź kończy słowami „You’re welcome”. Tę pozycję poleciłabym na pewno komuś o specyficznym poczuciu humoru, który byłby zainteresowany życiem nastolatków w USA i ich zmaganiem z presją społeczeństwa. Polski tytuł serialu to Inna, emisja najnowszego sezonu w Polsce rozpoczyna się od maja na MTV.

Kolejna pozycja to Baby Daddy. Można się domyślić po tytule, że w grę wchodzi dziecko. Historia rozpoczyna się od chłopaka, który znajduje na swojej wycieraczce dziecko z listem. Jak się okazuje dziecko faktycznie jest jego, a matka po prostu postanowiła je oddać mu na „przechowanie”. Ben nagle staje się ojcem słodkiej dziewczynki, a w wychowaniu pomagają mu wszyscy jego bliscy.

Mama, brat, przyjaciel i przyjaciółka z dzieciństwa. Jest to kolejny serial, którego akcja dzieje się w Nowym Jorku, ale nie jest to tak bardzo podkreślane. Bonnie, mama Bena jest boska, a razem z Tuckerem, jego przyjacielem, tworzą duet idealny jeżeli chodzi o komiczną część serialu. Brat Bena, Danny, jest hokeistą i jest przedstawiany jako głupi sportowiec, ale w taki pozytywny sposób. W tej chwili jest to jeden z moich ulubionych seriali tego typu, z tego względu, że po prostu oglądając go śmieje się na głoś, na każdym odcinku. Serial pełny jest potyczek Bena i jego nauki jak być ojcem, ale też pokazuje jak ojcostwo zmienia go w lepszego człowieka. Zdecydowanie mogę polecić ten serial każdemu, bez różnicy czy to kobieta, mężczyzna, dorosły czy nastolatek.

Kolejna pozycja na liście to zdecydowany klasyk, który ma swoją szeroką rzeszę fanów. Mowa tu o The Big Bang Theory, czyli polska Teoria Wielkiego Podrywu. Serial przez chwilę emitowany na TVN7, teraz jak większość komedii emitowany na Comedy Central. Większość z nas zna historię jedynego w swoim rodzaju Sheldona Coopera i jego przyjaciół naukowców. Mimo tylu sezonów, nadal trzyma wysoki poziom, zarówno jeżeli chodzi o fabułę, jak i o humor. Z początku jedyną kobieta w grupie była Penny, typowa blondynka, która przyjeżdża do Los Angeles w celu zrobienia kariery aktorskiej. W dalszej części serialu twórcy wprowadzają kolejne postaci płci pięknej, nawet dla Sheldona. Zdecydowanym plusem dla tej produkcji jest jego kręcenie przy publiczności, a nie sztuczne dodawanie śmiechu.

Amatorzy seriali, w większości oglądają TBBT nie mając dosyć. Ja osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji, gdyby ta pozycja miała zniknąć z mojej listy. Nigdy bym nie pomyślała, że zainteresuje mnie historia kilku naukowców, dodatkowo interesujących się grami komputerowymi, komiksami etc. Sheldon, który większość ludzi, uważa za swego rodzaju podgatunek, który niekoniecznie zna się na panujących konwenansach jest przekomiczny starając się wpasować do społeczeństwa. Jego dziewczyna, z pewnością powoli przeprowadza go na „normalną stronę” mocy.

Cougar Town, czyli Miasto Kocic, kolejny serial emitowany w Polsce na Comedy Central, opowiada historię pani w wieku czterdziestu lat, która powoli wraca na normalne tory. Postać głównej bohaterki gra Courtney Cox, a więc był to jej wielki powrót do sitcomów. Oczywiście tutaj też mamy do czynienia z grupą zgranych znajomych, przy czym tym razem są to wielbiciele wina.

Motywem serialu są wielkie kieliszki głównej bohaterki, w których mogą się zmieścić całe butelki wina, i które mają swoje imiona. Tutaj serial jest przepełniony specyficznym humorem, niekoniecznie sytuacyjnym, i nie każdy może się w nim odnaleźć. Nie wiem czy jest to serial dla inteligentnych, czy dla głupich, czy dla kobiet. Może. Wiem jednak, że nie każdemu może się spodobać. Przede wszystkim dlatego, że Jules jest jakby szefem całej paczki i to ona decyduje co kiedy robią, jak robią i czy jest to fajne czy nie. Jej najlepsza przyjaciółka jest grupową zołzą i każdy się jej boi, z kolei jej mąż to totalne przeciwieństwo. Każda postać serialu nadaje mu uroku i niepowtarzalności.

Kolejna pozycja na liście to Modern Family. Lepszego tytułu dla tej produkcji nie mogło być.

Historia rodziny, która jest zróżnicowana na każdym możliwym poziomie. Od modelu rodziny po narodowości i wiek. Pierwszą składową rodziny jest Claire i Phill wraz z dziećmi. Kolejna składowa to brat Claire, Mitchell, i jego partner Cameron wraz z adoptowaną córką, Lily, która pochodzi z Wietnamu. Ostatnią składową jest ojciec Claire i Mitchella, Jay wraz z jego młodszą od siebie latynoską żoną, ich wspólnego syna Joe i syna Glorii, Manniego. Serial jest kręcony w sposób, który przypomina reality show, z komentarzami postaci i specyficznym sposobem przedstawiania scen. Serial w fajny sposób, przedstawia nie tylko jak zróżnicowana może być rodzina i jak sobie z tym radzi, ale też jak zróżnicowane jest nasze społeczeństwo, a raczej społeczeństwo w USA. Bardzo przyjemny przerywnik od szarej codzienności.

Mom, czyli sitcom o samotnej mamie, ale nie tylko. Christy, czyli tytułowa mama to przede wszystkim samotnie wychowująca dwójkę dzieci kobieta. Zaszła w ciążę będąc nastolatką, a do tego jest wychodzącą z nałogu alkoholiczką.

Do jej życia wraca również jej matka, która notabene urodziła Christy w młodym wieku i też jest alkoholiczką. Dodatkowo Christy nie wie kim jest jej ojciec, a jej córka przykładem swojej mamy i babci zachodzi w ciążę. Historia niekoniecznie najlepsza na sitcom a jednak się sprawdza (co prawda do tej pory został wyemitowany jeden sezon, ale prawdopodobnie będzie kolejny). Z opisu bardziej nadaje się na dramat, ale świetnie odnajduje się w komediowej wersji. Humor jest raczej ironiczny, bardzo inteligentny, a babcia Bonnie jest moim zdaniem postacią numer jeden. Z tego co wiem, w Polsce można go zobaczyć na kanale Comedy Central.

Ostatnią opisywaną przeze mnie pozycją jest New Girl, czyli Jess i chłopaki. Serial rozpoczyna się od zerwania głównej bohaterki  z jej chłopakiem. Jess musi znaleźć sobie nowe miejsce zamieszkania i tak trafia pod dach trójki znajomych. Oczywiście pasuje do całości jak ulał. Wszyscy bardzo dobrze się rozumieją, a przez to stwarzają wrażenie , że są też twoimi znajomymi, z którymi się dobrze bawisz.

Oczywiście nie brakuje zawodów miłosnych i historii o poszukiwaniach drugiej połówki. Humor w serialu też jest dość specyficzny i nie każdemu może się spodobać. Wszystkie postacie są od siebie totalnie inne, i na czym innym im zależy, ale na tym polega urok tego serialu. Pokazanie jak tak różne osobowości potrafią się ze sobą nie tylko dogadać, ale też dobrze się bawić, mogłoby zainspirować niektórych ludzi do innych zachowań (np. polityków). Zdecydowanie polecam.

Jest też kilka produkcji, które po pierwszym sezonie niestety zostały zdjęte z anteny np. Go On i New Normal, które polecam, nawet jeżeli to jest tylko jeden sezon, zawsze można trochę poszerzyć swoje hotyzonty.

Podsumowując sitcomy nie tylko są śmieszne bo takie powinny być. Czasami pokazują naprawdę smutne sytuacje, gdzie żartem można obrócić wszystko o 180 stopni na swoją korzyść. Pokazują jak czasami sposobem na życie może być ironia, bo co innego pozostało jak nie wyśmiać tego co nam się przytrafia. Pokazują jak czasami dystans do samych siebie może nam po prostu ułatwić życie i jak sobie radzić z jego przeciwnościami. Przede wszystkim jest to 20 minut, czasami nieprzerwanego śmiechu.

2 comments on “Sitcomy – czyli 20 minut śmiechu.

  1. Z sitcomów, o których wspomniałaś, oglądam bądź obejrzałam Friends, HIMYM, Awkward, TBBT i Cougar Town. Dziękuję za recenzje, bo na pewno będę szukała czegoś jeszcze, a teraz wiem, po co sięgnąć ;)
    W następnej kolejności pewnie 2 Broke Girls, bo bardzo spodobał mi się twój opis :3

    1. Od tego czasu jeszcze kilka obejrzałam i mogę polecić Community, Suburgatory, Happy Endings :) wiem, że THe Mindy Project jest niezłe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *