Młode pokolenie aktorów…dobre? złe?

Dzisiejsza notka (zainspirowana przez Kalę http://grubaskawmalymmiescie.blog.pl/) poświęcona będzie, jak sam tytuł wskazuje młodemu pokoleniu aktorskiemu w Hollywood. Zarówno w serialach, jak i filmach możemy zobaczyć różne kreacje tych samych ludzi, ale czy są tak samo dobre? Czy młodzi aktorzy mogą sobie pozwolić na spadki formy?

Mówiąc młode pokolenie aktorów, kto pierwszy nasuwa wam się na myśl? Mi Jennifer Lawrence. Tej pani nie trzeba przedstawiać nikomu. Chociaż prawdziwą sławę przyniosła jej rola w „Igrzyskach Śmierci”, większe i mniejsze sukcesy odnosiła dużo wcześniej. Już na początku swojej drogi otrzymała mnóstwo wyróżnień i nagród, co tylko zwiastowało wielką, światową karierę. Już w wieku 23 lat miała na swoim koncie 3 nominacje do Oscara, żeby w 2012 roku otrzymać pierwszą statuetkę („Poradnik pozytywnego myślenia”). Seria „Igrzyska Śmierci” dały jej mocnego kopa, ale Lawrence regularnie pojawia się również w filmach o X-Menach, gdzie moim zdaniem może się wykazać talentem aktorskim. Można pomyśleć, że wybiera filmy, które skazane są na sukces, ale który aktor na szczycie nie może sobie na to pozwolić? Niewątpliwie szczęście jej sprzyja, w swojej krótkiej karierze została doceniona najwyższymi odznaczeniami (a biedny Leo DiCaprio nadal bez Oscara). Lata 2012-2014 to do tej pory najlepsze jej lata i moim zdaniem to właśnie ona powinna dostać Oscara za rolę drugoplanową w „American Hustle”. Oczywiście Jennifer wzbudza zainteresowanie wielu ludzi, niektórzy mogą mówić, że jest wszędzie. Niestety tak wygląda sława i życie w blasku fleszy. Miejmy nadzieje, że będzie wybierać kolejne projekty z głową. W przyszłym roku będziemy mogli ją obejrzeć aż w 3 produkcjach, a w Polsce na początku roku będzie miała miejsce premiera filmu „Serena”, gdzie partneruje jej Bradley Cooper.

Kolejną panią w moim subiektywnym zestawieniu jest Shailene Woodley, znana większości widowni z roli Tris w serii filmów „Niezgodna”. Porównania z „Igrzyskami…” czy Lawrence dla wielu są oczywiste, ale trudno porównywać obie panie, które miały tak inną ścieżkę kariery. Shailene zaczynała w reklamach, później w serialach, a przełomową rolą była kreacja w filmie „Felicity: An American Girl Adventure”, niektórzy mogli ją również zobaczyć u boku George’a Clooneya w filmie „Spadkobiercy”. Podobnie jak Lawrence po wielkim sukcesie „Niezgodnej”, zagrała w totalnie innym filmie, totalnie inną rolę. „Gwiazd naszych wina”, odniósł wielki komercyjny sukces, a Shailene pokazała swoją drugą, bardziej wrażliwą stronę. Moim zdaniem, wielkie role dla niej jeszcze przyjdą. Jest na początku wielkiej kariery, która na pewno okaże się owocna. Może jeszcze nie ma na koncie Oscara czy Globu (nominacja za „Spadkobiercy”), ale inne nagrody wpadły w jej ręce. Spragnionym jej talentu mogę polecić obejrzenie serialu „The Secret Lile of the American Teeneger” lub w filmach  ”Biały ptak w zamieci” czy „Cudowne tu i teraz”.

Kolejną pozycję w moim zestawieniu postanowiłam oddać Kristen Stewart. Wiem co powie większość z was. Aktorka jednej miny, skażona przez „Zmierzch”. Mało kto się dzisiaj przyzna, że szalał za przygodami Belli i ekscytował się premierami kolejnych filmów (czy tak samo będzie z „Igrzyskami” i „Niezgodną”?). Fakt, że w przypadku dwóch pierwszych pań mogliśmy je zobaczyć w hitowych produkcjach zaraz po ukazaniu się serii filmów z ich udziałem. Kirsten nie miała tyle szczęścia. Otrzymała najgorsze nagrody w branży, ale też została doceniona za te same role. Widocznie świat nie może się zgodzić. Osobiście mi podobała się jej rola w „Śnieżce”, czy w „On the road”, a teraz nie mogę się doczekać kolejnego filmu z jej udziałem „Camp X-Ray”, gdzie wciela się w rolę młodej strażniczki w Guantanamo. Myślę, że swoimi rolami w kolejnych częściach Sagi Zmierzch dała się poznać szerszej widowni. Myślę, że jest niedoceniona mimo swojego ogromnego talentu i dojrzałości jaką pokazuje w niektórych rolach.

Teraz dziewczyna, której mało kto się spodziewa, a mianowicie Anna Kendrick. Większość mogła ją poznać razem z Kirsten Stewart w „Zmierzchu”, ale jej rola tam była mało znacząca. Odrobinę starsza od swoich poprzedniczek, ma na swoim koncie nominację do Oscara, Złotego Globu. Odnoszę trochę wrażenie, że jest niedoceniana, mimo pokazania palety swoich możliwości w całkowicie różnych filmach. Osobiście zachwyciła mnie rolą w „W Chmurach”, u boku George’a Clooneya. Jako młoda, zagubiona kobieta musi odnaleźć się w meandrach zarządzania wielką korporacją. Postać zupełnie inna od tej w „Zmierchu”, gdzie grała typową nastolatkę, zazdrosną o to co ma jej koleżanka. W końcu pokazując swoje komediowe oblicze w „Jak urodzić i nie zwariować”, czy „Pitch Perfect”. Dramatyczny talent pokazała też w „Bogowie ulicy”, a ja już nie mogę się doczekać filmu „Cake” z jej udziałem. Myślę, że to kwestia czasu, aż da poznać się wielkiej publiczności w hitowej produkcji, zostanie doceniona, na co na pewno zasługuje.

Kolejne dwie pozycje (ostatnie) postanowiłam oddać panom. Nie wiem dlaczego, ale łatwiej mówi mi się o damskiej części biznesu. Pierwszy pan to Josh Hutcherson, czyli filmowy partner Jennifer Lawrence. Ja zapoznałam się z jego talentem w filmie „Wszystko w porządku”, gdzie gra syna wychowywanego przez parę lesbijek, który wraz z siostrą znajdują biologicznego ojca. Najmłodszy z całego zestawienia, dlatego też można go zobaczyć w niezliczonych filmach familijnych, ale też rolach dramatycznych. Większości znany jako Peeta z „Igrzysk Śmierci”, w swojej karierze odnosił już niemałe sukcesy. Niewątpliwie jego udział w ekranizacji książek Suzanne Collins, dał mu największego kopa i dużo możliwości pokazania swojego talentu. W najnowszym filmie jego postać jest całkowicie zmieniona, a Josh ma okazje zaprezentować się szerszej widowni jako pseudo czarny charakter. Ja wróżę mu wielką karierę. Oby dobrze wybierał kolejne projekty i nie zawiódł moich oczekiwań.

Drugi z panów, który w sumie zainspirował całą tą moją paplaninę (odsyłam do początku) to Dylan O’Brien. Fanom seriali znany przede wszystkim z roli Stilesa w „Teen Wolf” od MTV. Rola gdzie jest zarówno poważny, jak i śmieszny. Ma cudowną komediową stronę. Jest dopiero na początku swojej drogi z wielkim światem filmowym, a największą do tej pory produkcją z jego udziałem jest seria „Więzień Labiryntu”. Bardzo podobała mi się jego postać w „Stażystach”, gdzie z poważnego, skupionego na odniesieniu sukcesu chłopaka, wychodzi ta młodzieńcza swoboda i chęć zabawy. Tak jak wspomniałam to jest jego całkowity początek, ale mam wrażenie, że początek z przytupem. Mam nadzieję, że jego kolejne role to nie będą tylko komedie (również romantyczne), ale też filmy ambitne, ciekawe i na serio. Bardzo mu tego życzę.

Gdybym miała zrobić całkowity przegląd tego co oferuje nam Hollywood, jeżeli chodzi o młode pokolenie, to spędziłabym nad tym z miesiąc albo dłużej, a potem wszystko byłoby tak długie, że nadałoby się na książkę. Można tu rozprawiać bardzo długo, kto bardziej rokuje, kto mniej. Ktoś jest bardziej odporny na nagonkę prasy i innych mediów, ktoś mniej (a to jest bardzo ważne w obecnych czasach). Prawda jest taka, że pośród tych wszystkich aktorów, ktoś na pewno zostanie legendą kina (dla mojego pokolenia), a o kimś świat zapomni. Nasza rozrywka jest w dobrych rękach patrząc na to komu ją zawierzamy. Pamiętajmy jeszcze o takich aktorach jak Dakota Fanning, Mia Wasikowska, Emma Watson, Saoirse Ronan, Daniel Radcliffe, Colton Haynes. Robiąc to zestawienie znalazłam mnóstwo filmów, których nie miałam jeszcze okazji obejrzeć, a nie wiem czy mi starczy życia aby te wszystkie zaległości nadrobić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *