Seriale, z którymi pożegnanie przyszło zdecydowanie za szybko

Jesteśmy po tygodniu upfrontów, czyli czasu, kiedy największe stacje telewizyjne USA przedstawiają swoją ramówkę na kolejny sezon. Co za tym idzie, mogliśmy poznać nowości, które się w niej pojawią, ale też pozycje, które zakończą swój żywot. Nowościami zajmę się później, bliżej jesieni. Dzisiaj będzie o serialach, które dokonały żywota po pierwszym, czy po drugim sezonie, mimo że rzesze fanów były temu przeciwne.

happy endings

W zeszłym roku nadrobiłam ogromną ilość seriali. W tym, też sitcomy. Mojemu rozczarowaniu nie było końca, kiedy trafiałam na pozycję śmieszą, lekką, przyjemną, ze swoim własnym klimatem, a później okazywało się, że ma tylko trzy sezony. „Happy endings” stało się po części pozycją kultową. Prawie co sezon ogłaszany jest możliwy powrót grupy przyjaciół. Ten serial miał potencjał być kolejnymi „Friends”, ale niestety coś poszło nie tak. Co? Nie wiadomo. Miał swój klimat, swój unikalny humor, a aktorzy byli genialni. Dziennikarze Entertainment Weekly co jakiś czas domagają się powrotu serialu, a wtórują im rzesze fanów.
„Suburgatory”, czyli polski „Podmiejski czyściec” w prześmiewczy sposób opowiadał o przedmieściach wielkiego miasta. Tessa przeprowadza się tam z ojcem i szybko dowiaduje się, że w tym miejscu wszystko jest inne, ważne są pozory. Początkowo nie potrafi się odnaleźć, ale mimo to odnajduje nowych przyjaciół. Historia przepełniona dobrym humorem sytuacyjnym, charakterystycznymi i ekscentrycznymi postaciami, niestety nie przetrwała.
„Go On” miał być wielkim powrotem Matthew Perry do telewizji. Po „Friends” został zaszufladkowany i kojarzony był tylko za rolę Chandlera. W tym serialu Perry wciela się w rolę radiowego prezentera sportowego, który stracił żonę. To wydarzenie całkowicie zmienia jego życie, przez co trafia na grupę wsparcia. Jest do tego bardzo sceptycznie nastawiony, ale z biegiem czasu jego podejście się zmienia. Grupa pełna jest indywidualności, ludźmi bardzo specyficznymi, których łączy jedno – nie potrafią sobie poradzić ze stratą bliskiej osoby. NBC niestety postanowiło zdjąć serial po jednym sezonie. Perry w nim błyszczał, a reszta obsady nie była gorsza. Serial był zabawny, przepełniony wręcz dobrym humorem. To mógł być kolejny hit Perry’ego. Stało się inaczej.
Większości ludzi stacja Lifetime kojarzy się raczej z programami typu reality albo słabymi filmami. W ostatnim czasie na antenie pojawiły się seriale i to seriale dobre. Jednym z nich było „Witches of East End”. Historia rodziny wiedźm mogła spokojnie uchodzić za następców „Charmed”. Niestety przegrała z konkurencją. Powstały dwa sezony, a były plany na kolejne. Oglądalność spadała, widzów było coraz mniej i stacja zdecydowała się przerwać serial. Tworzone były kolejne petycje o reanimacje, nawet aktorzy brali w nich aktywny udział. Nic z tego nie przyniosło rezultatu i fani zostali pozbawieni możliwości poznania zakończenia tej historii. Serial miał ogromny potencjał, kolejne tajemnice wychodziły na jaw, a jeszcze więcej pozostało nieodkrytych; trzymał w napięciu, był fenomenalną rozrywką.

the carrie diaries
The CW jest jedną ze stacji telewizyjnych, która specjalizuje się w serialach młodzieżowych. Jednym z nich był „The secret circle”. Młoda Cassie zostaje osierocona przez matkę, która ginie w pożarze. Wraca do rodzinnego miasteczka i wprowadza się do swojej babci. Tam poznaję grupę przyjaciół, którzy są ze sobą połączeni w sposób od siebie niezależny. Odziedziczyli po swoich rodzicach magiczną moc i muszą sobie z nią radzić. Historia jest pełna tajemnic i zwrotów akcji. Młode wiedźmy muszą odkryć, co stało się z ich rodzicami kilkanaście lat temu, co nie zawsze jest czymś przyjemnym. Serial o ogromnym potencjale, dobrą obsadą i historią.
„The Carrie Diaries” było powiewem świeżości. Wśród kolejnych historii o wampirach i wilkołakach powstał serial dla młodzieży, który mógł bliżej pokazać życie w latach 80. ubiegłego wieku. Historia młodej Carrie Bradshaw była powrotem do jej początków w wielkim mieście i miała być wielkim hitem The CW. Myślę, że ówczesna młodzież nie odnalazła się w tej tematyce i nie potrafiła się z nią utożsamiać. Muzyka i stroje były cudowne i były wszystkim, co najlepsze w tamtym okresie. Serial był przyjemny, lekki i taki miał być. Doczekał się tylko dwóch sezonów i dwudziestu sześciu odcinków.
Kolejnego serialu żałuje zdecydowanie najbardziej. „Pushing Daisies” tylko umocniło moją wielką i bezwarunkową, platoniczną miłość do Lee Pace. Zanim mogliśmy go oglądać na wielkim ekranie w roli majestatycznego Thranduila, w „Hobbicie”, Pace wcielił się w rolę cukiernika Neda. Brzmi banalnie, ale takie nie jest. Ned miał nadprzyrodzone zdolności i potrafił, za jednym dotknięciem, wrócić życie zmarłym na jedną minutę, inaczej umierał ktoś inny. Oprócz posiadania kawiarni Ned współpracował z prywatnym detektywem, z którym rozwiązywał kolejne morderstwa. Tak na jego drodze stanęła Chuck, przyjaciółka z dzieciństwa, którą ożywił. Połączyła ich miłość, ale też wielkie tajemnice, które przed sobą ukrywali. Serial, który zdecydowanie miał swój klimat i którzy wszyscy, nawet aktorzy, wspominają bardzo pozytywnie. Dlaczego musieliśmy pożegnać się z Nedem? Serial nie przetrwał strajku scenarzystów, który swego czasu mocno się odbił na telewizyjnym interesie w USA.
Ostatnią pozycją jest „Flash Forward”. Serial, który określany był następcą „Lost” doczekał się tylko jednego sezonu. Kiedy w jednym momencie ludzie tracą przytomność, na dokładnie 2 minuty i 17 sekund, widzą co przyniesie przyszłość. Od tego wydarzenia agent FBI, Mark Benford stara się ustalić, co spowodowało masową utratę przytomności. Kolejne osoby pojawiają się w jego życiu, a wizja przyszłości staje się coraz bardziej rzeczywista. Decyzja o zdjęciu serialu zapadła już po nakręceniu ostatniego odcinka i nie było czasu na zmianę scenariusza, dlatego historia pozostała tak naprawdę bez zakończenia.

pushing diasies

Wszystkie powyższe pozycje są warte uwagi. Jeżeli macie trochę czasu, albo szukacie fajnych seriali, które nie zabiorą wam dużo czasu, to właśnie na te powinniście zwrócić swoją uwagę. W tym sezonie również znalazły się pozycje z ogromnym potencjałem, które niestety nie dały rady konkurencji i poległy w walce o miejsce w ramówce na kolejny sezon. Przetrwały inne, którym ja wróżyłam koniec. Jeżeli macie inne propozycje seriali, które powinny pojawić się w takim zestawieniu, komentujcie.

6 comments on “Seriale, z którymi pożegnanie przyszło zdecydowanie za szybko

  1. Mnie boli kasacja: Prime Suspect (wersja USA), Against the Wall, Over There, Ascension, Galavant, Reckless, Siberia, Taxi Brooklyn, The Divide, The Lottery i wielu innych :)

  2. Chyba lepiej aby dany serial zakończył się przed czasem
    niż aby dłużył się niczym Moda na sukces.
    Dla takich seriali jest jakieś fachowe określenie
    Coś o przeskakiwaniu czegoś. Hmmm muszę to sobie przypomnieć

    Zapraszam do siebie: http://redmind.pl/

    1. zgadzam się, że niektóre pozycje warto skończyć, będąc na szczycie. Ale w przypadku tych seriali powstały maksymalnie 3 sezony (przy sitcomach, to jest mało), a w większości tylko jeden i mogłoby powstać zdecydowanie więcej. „Moda na sukces”, to opera mydlana i zupełnie inny podgatunek :)

  3. Ja najbardziej nie mogę przetrawić zakończenia serialu „Stalker” po pierwszym sezonie. To jeden z najlepszych seriali jakie oglądałam, a oglądałam bardzo dużo…no ale cóż, może inna stacja wykupi prawa do niego, jest jeszcze nadzieja…
    Zapraszam do mnie ;)
    http://serialomaniaczka.crazylife.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *