Narcos, czyli poznajcie Pablo Escobara

Na ten serial czekałam bardzo długo. Oczekiwania też miałam wysokie i się nie zawiodłam. „Narcos” z odcinka na odcinek jest coraz lepsze, wyrasta na jeden z najlepszych seriali tego roku i staje się pozycją, którą trzeba znać. Trzeba przyznać, że ostatni rok i to lato bardzo udało się Netflixowi. Mam nadzieję, że serial ten zostanie doceniony również najważniejszymi nagrodami w branży.

Zacznijmy od kilku faktów
„Narcos” opowiada historię Pablo Escobara, czyli jednego z największych i najbardziej brutalnych baronów narkotykowych jakich widział ten świat. Jeżeli ktoś z was zastanawia się, jak bardzo i jak głęboko zakorzeniony w Ameryce Południowej jest handel narkotykami, obecność karteli w polityce i życiu najniższych warstw społecznych, to powinien obejrzeć właśnie ten serial. Pablo Escobar znalazł się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu. Można powiedzieć, że najważniejszy interes jego życia sam go znalazł. W latach 80. Kartel z Medellin kontrolował większość kokainy przemycanej do Meksyku, Portoryko i Dominikany, a co za tym idzie również do USA. Powiedzenie Escobara „plata o plomo” (srebro albo ołów), a zarazem jego ostatnie słowo w przeprowadzanych negocjacjach stało się bardzo sławne. Dzięki posiadanym pieniądzom (mówi się, że w najlepszym okresie zarabiał 1 mln $ dziennie) nic nie było dla niego problemem: miał kryjówki na całym kontynencie, samoloty, helikoptery, łodzie, nie miał też problemu z podróżami. Sławne stało się jego zdjęcie przed Białym Domem w Waszyngtonie.

Co z tym serialem?
Trzeba powiedzieć, że Netflix się bardzo postarał. Z bio picami tak jest, że trudno się je opowiada, zwłaszcza w formie serialu – w końcu wiemy, jak historia się kończy. Sposób opowiedzenia takiej historii jest szalenie ważny i tutaj Netflixowi należy bić pokłony. Każdy kolejny odcinek wprowadza nas coraz bardziej w świat narkotyków, pieniędzy, pościgów, śmierci oraz z drugiej strony rodziny i miłości. Ciekawie przedstawiona jest sama postać Pablo Escobara, do której z czasem widz zaczyna pałać sympatią i nie jest w stanie tego zmienić. Jego brutalność została zestawiona z troską o rodzinę i bliskich. Widzimy Escobara, jako człowieka, dla którego bezpieczeństwo rodziny jest najważniejsze, kocha żonę i przede wszystkim jest człowiekiem szalenie trzymającym się zasad. Z drugiej strony widzimy, jak łatwo przychodziło mu zlecanie kolejnych morderstw. W tym przypadku również casting robi ten serial. Wagner Moura w roli Escobara jest idealny, fantastyczny i genialny. On po prostu jest Pablo Escobarem i to w najmniejszym szczególe – począwszy od charakteryzacji, przez strój, na chodzie kończąc. Pedro Pascal i Boyd Holbrook wcielają się w role agentów DEA, którzy stoją na czele pościgu za Escobarem. Na pochwałę zasługuje również Maurice Compte, w roli Horatio Carrillo.
Realizacyjnie „Narcos” robi ogromne wrażenie – zdjęcia są fenomenalne. Kolejną zaletą serialu jest narrator, za którego odpowiada Holbrook, który komentuje wydarzenia z naszej perspektywy, uzupełnia niektóre fakty, co sprawia, że serial nabiera charakteru dokumentu. Efekt potęgują również faktyczne zdjęcia i nagrania Escobara. Z biegiem czasu obserwujemy również, jak zmienia się samo podejście Escobara, który obawia się schwytania i ekstradycji do USA. Jedynym wyjściem z sytuacji jest dla niego zawsze morderstwo, co z czasem przekształca się w regularną wojnę, nie tylko pomiędzy nim, a rządem, ale też konkurencyjnym kartelem. Osobiście serial dodatkowo zaplusował dbałością o szczegóły, a najbardziej trzymaniem się warstwy językowej. Latynosi mówią po hiszpańsku, gringos po angielsku, czyli tak jak być powinno. Niestety nie zawsze amerykańskie produkcje lubią się tego trzymać.

I dlaczego jest taki dobry?
„Narcos” to nie tylko historia barona narkotykowego. Serial zagłębia się w motywy działania i powody, dlaczego Escobar był uwielbiany przez tyle ludzi. Może nie zdobył sympatii ludu za sprawą swojej cudownej osobowości, tylko pieniędzy, ale dlatego też ludzie Kolumbii w pewnym momencie nie chcieli się go pozbyć – dawał im nowe szkoły, szpitale, czy nawet stadiony. I tak dzieję się we wszystkich krajach latynoskich opanowanych przez korupcję i kartele narkotykowe. Dzięki posiadanym pieniądzom Escobar czuł się bezkarny i wszechmocny, co zdecydowanie można przełożyć na dzisiejszych baronów i nie trzeba daleko szukać, wystarczy przykład El Chapo, który ostatnio uciekł z więzienia o zaostrzonym rygorze w Meksyku. „Narcos” opowiada historię ponadczasową, która będzie się powielać za każdym razem, kiedy kolejny Escobar znajdzie się na radarze władz. „Narcos” stanie się pozycją kultową i tego jestem pewna. Jeżeli ktoś z was chce się dowiedzieć o Escobarze więcej to zawsze może sięgnąć po książkę „Księgowy Mafii”, w której Roberto Escobar opowiada o samym Pablo, jego życiu, rozwoju i upadku jego imperium (jak ktoś ma to chętnie pożyczę, bo sama na nią poluję).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *