Velvet, czyli seriale po hiszpańsku

Mało oglądam seriali hiszpańskich lub po hiszpańsku. Przyznanie do tego przychodzi z trudnością. Jest mnóstwo produkcji, które chciałabym obejrzeć, ale jest problem z ich dostępnością. Drugi najpowszechniejszy język na ziemi z biegiem czasu, zdobywa co raz więcej zwolenników. Producenci seriali amerykańskich idą po rozum do głowy i zaczynają zwracać na to uwagę. „Narcos” w większości było zagrane po hiszpańsku.

Wczoraj skończyłam oglądać trzeci sezon serialu „Velvet”. Hiszpańska produkcja urzeka od pierwszych minut. Całość została osadzona w 1958 roku, kiedy moda w kraju przeżyła zmianę o 180 stopni z powodu pojawienia się prêt-à-porter. Fabuła kręci się wokół wielkiego sklepu, w którym pracują krawcowe, ekspedientki, a za całość odpowiedzialna jest rodzina Marquez. Niech was nie zwiedzie moda, „Velvet” to przede wszystkim wielka historia miłości pomiędzy głównymi bohaterami. Oczywiście, jest to miłość niemożliwa do spełnienia, bo Anie i Alberto na drodze staje życie. Młody Marquez szybko musi odnaleźć się w nowej funkcji po śmierci ojca. Okazuje się, że rodzinny bizsnes jest w opłakanym stanie. Przyjaciel rodziny proponuje mu zainwestowanie w firmę, jeżeli ten ożeni się z jego córką. Alberto nie bierze takiego rozwiązania pod uwagę, jednak Ana podejmuje decyzję i odsuwa się w cień. Miłość pomiędzy nimi narodziła się, kiedy byli jeszcze dziećmi. Ponieważ różniła ich klasa społeczna, rodzice Alberta i wujek Any postanowili ich rozdzielić. Po trzynastu latach mężczyzna wraca do Madrytu z nadzieją, że Ana nadal go pamięta.


„Velvet” jest typowym dramedy. Z powodzeniem łączy komedię z dramatem, a to przede wszystkim za sprawą cudownie zbudowanych postaci. Pedro (Adrián Lastra) i Rita (Cecilia Freire) to para doskonała. Sami po latach przepychanek w końcu wyznają sobie miłość. Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają. To jest ten jeden wyjątek, potwierdzający regułę. Pedro i Rita są tacy sami – zwariowani, szybciej mówią niż myślą, ale są też poważni kiedy się tego od nich wymaga. Jedną z przeszkód, jaka stoi na drodze szczęścia Any i Alberto jest Cristina (Manuela Velasco). Niestety, w pierwszych odcinkach serialu, kiedy każdy ma ochotę powiedzieć o niej ta zła, scenarzyści nie dają nam takiej możliwości. Stworzyli postać, praktycznie, idealną, co sprawiało, że Ana wydawała się tą gorszą. W trzecim sezonie następuje w niej zmiana i w końcu zachowuje się, tak jak przystało na czarny charakter. Odwracają się od niej przyjaciele, rodzina, a sam Alberto w końcu ucieka. Notabene, sama ona się nie poznaje, co tylko potęguje porównanie pomiędzy nią a Aną. Interesującą postacią jest projektant Raul de la Riva (Asier Etxeandia), który z początku jest niezwykle wierny swojej przyjaciółce, Cristinie. Jednak jej decyzje i czyny, odsuwają nawet najbardziej lojalnego z przyjaciół. Jeżeli chodzi o samego Raula, to jest niezwykle barwny i ekspresyjny. Brawa należą się twórcom „Velvet”, za wprowadzenie wątku homoseksualnego. Nie jest on do końca oczywisty, nic nie jest tutaj podane na tacy i wszystkiego trzeba się domyślić. Przez to sprawia wrażenie bardzo intymnego.


Jeżeli chodzi o głównych bohaterów, to kibicujemy im od pierwszych minut, scen i odcinków. W Anę wciela się Paula Echevarria, w Alberto, Miguel Angel Silvestre. Tego drugiego, ostatnio można było zobaczyć w serialu „Sense8″. Jego udział w tej produkcji, spowodował dość dużą nieobecność w trzecim sezonie „Velvet”. Bardzo jestem ciekawa, jak sytuacja będzie wyglądać w kolejnych. W przypadku takich ról, chemia między aktorami jest bardzo ważna. Tutaj jest jej bardzo dużo. Silvestre jest szalenie przystojny i pełny pasji. Echevarria nie pozostaje dłużna, chociaż w przypadku tej dwójki, to właśnie ona jest mniej impulsywna.
„Velvet” aż razi pięknem. Wszystkie panie są ładne, cudownie ubrane i mają perfekcyjnie ułożone włosy. Końcówka lat 50., jeżeli chodzi o modę była genialna (może poza bielizną). A w serialu, który właśnie o modzie traktuje, jest tego bardzo dużo. Od skromnych spódniczek i sukienek krawcowych, do pełnych przepychu eleganckich sukien pań z wyższych sfer. Z jednej strony ołówkowe spódnice, które podkreślają damskie atuty, z drugiej sukienki w kształcie klepsydry. Z wnętrzami sytuacja ma się podobnie. Piękne i pełne przepychu, wielkie domy kontrastują ze skromnymi pokojami pracowników galerii. Jedyne, co przeszkadza mi w serialu to muzyka. Niestety bazuje ona na powtarzających się motywach, które z biegiem czasu zaczynają denerwować. A dodatkowo, cała jest po angielsku. Wiem, wiem. U nas w serialach też pojawiają się zagraniczne piosenki, ale jako wielbicielka języka hiszpańskiego oczekuję, że wszystko będzie w tym języku.


„Velvet” wiernie oddaje klimat i styl epoki. Ma świetną fabułę i przede wszystkim wciąga. Jeżeli będziecie mieć przyjemność oglądania tego serialu, unikajcie zapowiedzi. Kilka razy popsuło mi to całkowicie efekt zaskoczenia, którego tutaj nie brakuje. Wątki poboczne rozbudowane są w sposób satysfakcjonujący. Nie ma dziur fabularnych. Jeżeli coś się zaczyna, to na pewno się zakończy. Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na kolejny sezon.

4 comments on “Velvet, czyli seriale po hiszpańsku

  1. Świetny wpis! Skończyłam właśnie oglądać drugi sezon lecz na nim skończyło się na netflixie… Czy mogłabym dostać odpowiedź gdzie mogłabym obejrzeć kolejne sezony? Bardzo zaciekawiły mnie dalsze losy tym bardziej po tym jak zakończył się ten sezon. Z góry dziękuję :D <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *