„House of Cards” – 4 sezon bez spoilerów

Obejrzałam. Nie jestem pierwsza, nie jestem też ostatnia. Wiem, że nie każdy z was będzie miał okazje zobaczyć nowe odcinki „House of Cards”, dlatego postaram się napisać tę recenzję bez większych spoilerów fabularnych. Świeżo po obejrzeniu ostatniego odcinka mogę z całą pewnością napisać, że czwarty sezon jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Boję się tylko, że piąty, który już wiemy, że powstanie, może nie utrzymać formy z powodu odejścia głównego showrunnera.

Przechodząc do rzeczy. Zakładam, że po roku czas zdążyliście zobaczyć trzeci sezon, w którym nastąpił rozłam w małżeństwie Underwoodów. Frank zdecydował się startować w wyborach prezydenckich, a Claire chciała robić coś więcej niż być tylko pierwszą damą. Odcinki wypełnione były ich kłótniami i przepychankami. Nie inaczej zaczyna się też czwarty sezon, gdzie zostajemy wrzuceni w środek kampanii, a Frank chce zrobić wszystko, żeby żona nie utrudniała mu zadania.
Trzeba przyznać, że „House of Cards” otworzył się bardziej na problemy społeczne Ameryki. Oczywiście, to się pojawiało w poprzednich sezonach – np. ustawa o szkolnictwie, czy o zmniejszeniu bezrobocia. W tym poruszane są jawne problemy, które teraz trapią amerykańskie społeczeństwo – mamy więc rasizm, posiadanie broni i konflikt na tle religijnym. W obliczu kolejnych strzelanin, gdzie giną niewinni ludzie serial Netfliksa jest kolejnym, który porusza sprawę posiadania broni palnej, ale też się przy tym zabezpiecza i podkreśla, że chodzi o broń nielegalną. Problemy na tle rasowym pojawiają się w coraz większej ilości seriali – np. ostatnie „American Crime”, „American Crime Story” i inne. Społeczeństwo amerykańskie jest najbardziej zróżnicowanym na świecie, więc odwołania do tego w produkcjach telewizyjnych jest oczywiste. Szkoda, że nie poświęcono temu więcej czasu. W przypadku konfliktu religijnego, mowa tu oczywiście o wyznawcach Islamu. Nie wiem, kiedy powstały scenariusze do ostatnich odcinków czwartego sezonu, ale po tym, jak cały świat żył wydarzeniami z Paryża można się było spodziewać i tutaj wątku o podobnym, choć mniejszym wydźwięku. W ubiegłym sezonie to samo stało się z prezydentem Rosji, który przypadkowo był podobny do Putina.


Frank i Claire Underwood to para doskonała, która współpracuje w sposób zrozumiały tylko dla niektórych. Rozumieją swoje potrzeby, wymagania, chcą osiągnąć sukces i wiedzą, że muszą to zrobić razem. Identycznie jest z Kevinem Spacey i Robin Wright. Chociaż w tym sezonie aktorka zdecydowanie przyćmiła Kevina. Jest tak naturalnie wyrafinowana, wyrachowana, a przy tym spokojna. Spacey oczywiście również pokazuje, co najlepszego ma w wachlarzu umiejętności, ale zdecydowanie ustępuje miejsca swojej serialowej żonie. Bardzo cieszy powrót Douga (Michael Kelly) na dobre tory. Jest to zdecydowanie jedna z najbardziej udanych postaci drugoplanowych ostatnich lat. Można by pomyśleć, że skoro pracuje dla tak bezwzględnego człowieka, jakim jest Frank, sam taki będzie. Doug jednak jest człowiekiem skomplikowanym, z problemami, a co najważniejsze z wyrzutami sumienia. Jest zdecydowanie bardziej ludzki od prezydenta, chociaż robi wszystko aby go zadowolić. Tego samego nie można jednak powiedzieć o nowo wprowadzonej postaci, Leann Harvey  (Neve Campbell), która snuła się po korytarzach Białego Domu nić nie wnosząc do całości. Zdecydowaną korzyścią było pojawienie się matki Claire, Elizabeth Hale (Ellen Burstyn), która nie ukrywa niechęci do zięcia i trudnej relacji z córką.


Scenarzyści nie zapomnieli również o wątkach i postaciach przedstawionych nam w poprzednim sezonie. Sprawnie je wszystkie wykorzystują w wygodnym dla siebie momencie. Może są to wątki drugoplanowe, ale bardzo rzutują na głównych bohaterów, którzy z czasem stają się jednością, a nie dwoma jednostkami chcącymi osiągnąć ten sam cel. Czwarty sezon „House of Cards” zdecydowanie powraca do stylu z początku serialu. Pełno w nim manipulacji i gierek, czyli tego, co zawsze było jego zaletą. Oczywiście, jak każda odcinkowa produkcja, także i ta nie ustrzegła się momentów przestoju. Początek sezonu jest zdecydowanie jego najsłabszym elementem. Od czwartego odcinka jest tylko lepiej, a ostatnia scena trzynastego odcinka wprawi was w osłupienie i wywoła uśmiech na twarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *