Eurowizja 2016, czyli jak Australia prawie wygrała europejski konkurs piosenki

Dzisiaj, ani filmowo, ani serialowo. Będzie muzycznie, chociaż nie do końca. Cały tydzień upłynął pod znakiem Eurowizji, a wczorajszy wieczór był zwieńczeniem wielkiego wydarzenia. W końcu doczekaliśmy finałów, pięknego występu Michała Szpaka i kilku niespodzianek.

Dla ludzi, którzy nie śledzą Eurowizji, niemałym szokiem było włączenie telewizora i zorientowanie się, że Australia, dziwnym trafem, znalazła się w Europie. W ubiegłym roku dopuszczono wyspiarzy do próbnego udziału i tym samym stali się oni bywalcami europejskich salonów. Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, że szły za tym niewyobrażalne pieniądze. Po raz pierwszy, również w USA widzowie mogli cieszyć uszy i oczy występami kolejnych uczestników, a finałowy koncert umilił wszystkim Justin Timberlake z nowym singlem, promującym film Trolls, czyli Can’t Stop the Feeling. Jeżeli o kolejne zmiany chodzi, zastosowano inną formę przekazywania punktacji. Tym razem rozdzielono głosy sędziów i widowni. Te pierwsze, zostały ogłoszone w tradycyjny sposób, z kolei punkty widzów zostały zsumowane i podane od końca.

Muszę przyznać, że w tym roku poziom Eurowizji wzrósł o jeszcze kilka poprzeczek. Bardzo dużo było dobrych, fajnych piosenek i tych, które wyróżniały się na tle innych. Do nich na pewno należała propozycja Bułgarii, Belgii, Litwy, Hiszpanii, Australii i oczywiście Ukrainy. Zachwyciła piosenka Szwedów, którzy podeszli do sprawy z mega luzem i na scenę wysłali młodego chłopaka z chillowym utworem. Michał Szpak zaprezentował się fantastycznie. Ludzie mogą się kłócić o to, jak wygląda, że ma pomalowane paznokcie i długie włosy (btw. to jest całkowicie nieważne), ale głos ma wspaniały i tak też wczoraj zaśpiewał. Zachwycił wielu, męża J.K. Rowling, który na niego zagłosował, ale też znanego z przeboju Take me to Church, Hoziera. Jak się później okazało, większość widowni również uległa polskiej propozycji. Nie ulega też wątpliwości, że momentami prezentacje uczestników bardziej cieszyły oko niż ucho. Moim zdaniem, gdyby oceniać występny tylko wizualnie – Rosja po prostu by wygrała. Piosenka naszych sąsiadów całkowicie nie przypadła mi do gustu i szczerze się zastanawiam, dlaczego osiągnęła tak wysoki rezultat. W przerwie, pomiędzy występami a ogłoszeniem wyników, na scenie zagościł Justin Timbarlake i oczywiście, zrobił mega show. Super chórek, muzycy, taniec, no i oczywiście sama piosenka, która zapewne będzie nam towarzyszyć całe lato. Po jego występie zobaczyłam na Twitterze komentarz jednego z Youtuberów (chyba?), który stwierdził, że piosenkarz pokazał, jak bardzo Europa jest muzycznie w tyle za Ameryką. Nawet nie wiedział, jak bardzo się pomylił. Po pierwsze, nie trzeba mieć dyplomu Oxfordu, czy innego Harvardu, żeby zauważyć, że konkurs Eurowizji wcale nie jest reprezentacją europejskiego rynku muzycznego, który jest na pewno bardziej zróżnicowany od tego za oceanem. Tu w grę wchodzi pop w najczystszej postaci, poza tym uczestnicy muszą trzymać się określonych reguł (czas trwania piosenki, ilość ludzi na scenie etc). Po drugie, nie wiem czy ten człowiek się orientuje, ale z naszego pięknego kontynentu pochodzą gwiazdy światowego formatu, czyli np. U2, Coldplay, Adele. Trochę boli, jak umniejsza się osiągnięcia i sukcesy innych, tak poważnie generalizując. Po trzecie, o ironio, jednym z producentów Can’t Stop The Feeling jest Szwed.

Do samego głosowania przechodząc. Tak, jak wspomniałam, w tym roku postanowiono zmienić format przekazywania punktacji. W końcu zobaczyliśmy, jak punktowali sędziowie. W końcu zobaczyliśmy, jak bardzo ich gusta nie pokrywają się z tym, co ruszyło publikę. W końcu zobaczyliśmy, że nasza propozycja, podobnie jak wiele lat wcześniej, została przez nich pominięta. Polska piosenka wcale nie była gorsza od tej z Włoch, Cypru czy o zgrozo Rosji, a jednak sędziowie (nawet z naszych ościennych krajów) postanowili zagłosować inaczej. I fakt, można tu upatrywać preferencji politycznych, ale w takim razie skąd Australia na pierwszym miejscu? Byli ciekawi, gdzie kraj z drugiego końca świata, zdecyduje się zorganizować konkurs? Tak, jak większość, nigdy nie zrozumiem ich motywacji. Głosowanie widzów wywróciło wszystkim. Okazało się, że w większości całkowicie nie pokrywa się ona z wynikami „ekspertów”. Trzy pierwsze miejsca należały do krajów Europy wschodniej – Polski, Rosji i Ukrainy. Szczerze mnie cieszy nasz wynik, bo to właśnie widzowie i słuchacze są w tym wszystkim najważniejsi. Można gdybać, jaki wynik osiągnęłaby Margaret, czy lepszy, czy podobny. Ale, po co? Michał poradził sobie fantastycznie, ma powody do radości, my do dumy. Faktycznie nowa forma ogłoszenia wyników, bardzo potęgowała napięcie i do samego końca nie było wiadomo, kto wygra. Wszystko rozgrywało się, pomiędzy Rosją a Ukrainą, a każdy z nas wie, jak wielkie miało to znaczenie. Zwłaszcza, że ukraińska piosenka nie była, tylko zwykłą „popóweczką”, ale dotyczyła przesiedlenia Tatarów Krymskich w 1944 roku. Z wygranej Jamali cieszyłam się tak, jakby to nasza propozycja zwyciężyła. Tak, jak sama piosenkarka powiedziała, to dla niej znak, że Europa zrozumiała jej przesłanie.

Trzeba oddać Szwedom, że zorganizowali konkurs na najwyższym poziomie. Mogli, bo jak sami stwierdzili, mieli na to pieniądze. Para prowadzących była fantastyczna, zaplanowane atrakcje umilały czas, zamiast być jedynie zapychaczem. Eurowizja 2016 przeszła do historii, a my już możemy wypatrywać tej organizowanej przez Ukrainę w przyszłym roku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *